Kolejne polskie wejście na Górę Kościuszki

Sprzęt wyszykowany był już z rana. Liny, raki ;-), kurtki, krem na słońce, krem na muchy, satelitarne telefony komórkowe, plecaki, woda i fura żarcia. Szczególnie czekoladowe batoniki dla dzieci. Dzieci bowiem, jak powszechnie wiadomo, napędzane są batonikami czekoladowymi, czekoladą, lodami oraz innymi tego typu paliwami stałymi. 🙂 A! I jeszcze nieśmiertelnymi zupkami chińskimi oczywiście.

Polska baza wspinaczkowa w GeehiDo polskiej bazy wspinaczkowej w krainie wiecznego śniegu i lodu, czyli w Alpach Australijskich, dotarliśmy poprzedniego wieczoru i po kąpieli w górskim strumieniu (A co! Marines jesteśmy wszak!) oraz spędzeniu miłej nocy w chacie schroniskowej byliśmy gotowi na zdobycie szczytu – szlakiem Pawła Strzeleckiego (cały czas z “Tomek w krainie Kangurów” w ręku). Kangury zresztą łaziły (przepraszam, kicały) koło schroniska cały wieczór, a jedna szczególnie ciekawska (naprawdę olbrzymia) Mama Kangurzyca przypatrywała się nam z kilku metrów, gdy rano pakowaliśmy sprzęt do samochodu. A może był to tata kangur? Diabli go wiedzą.

Góra Kościuszki widziana z Geehi Należy wyjaśnić, że polska baza wspinaczkowa w Geehi (na wysokości 450 m n.p.m) u stóp Góry Kościuszki (najwyższa góra Australii, wysokość 2220 m n.p.m.) założona została parę godzin przed naszym przyjazdem przez Iwonę i Huberta z Londynu (a niedługo już znów z Poznania), których poznaliśmy jeszcze w Sydney na campingu. Po otrzymaniu koło południa SMS z koordynatami “bazy” włączyliśmy nasz pokładowy GPS i pognaliśmy tam przez góry, pola i doliny prosto z Canberry (gdzie nawiasem mówiąc udało nam się uzyskać niezmiernie sprawnie wizę do Birmy, do której lecimy już za 2 tygodnie). Wcześniej zakupiliśmy wspomniane wyżej zapasy spożywcze oraz stosowne trunki. Nastąpiło więc kolejne spotkanie Polaków na obczyźnie. Po sprawnym (komary cięły, cholera!) opiciu naszego wyniku w pierwszym etapie konkursu Blog Roku 2009 cała polska ekipa była gotowa z rana (to jest koło 10 z rana) do ataku na szczyt.

Polska ekipa poZ parkingu na przełęczy było 23 kilometry na Górę Kościuszki i z powrotem. Dzieci (napędzane batonikami i opowieściami o psach chodzących po piwo i elfach pływających po morzach) pokonały ten dystans w tempie ekspresowym i o dziwo bez specjalnego marudzenia po drodze. Cieszyły się, że pobiły kolejny swój rekord długości dziennego przejścia. W sumie zajęło nam to 9 godzin. Raki i liny 😉 okazały się niepotrzebne, gdyż śniegu oczywiście nie było. Nawet gdyby był, to droga była przygotowana rewelacyjnie. Było gorąco (gdy nie wiało). Widoki przepiękne, gdyż przebijaliśmy się przez lasy skarłowaciałych śnieżnych eukaliptusów, a potem skalne krajobrazy przypominające nieco wyższe partie naszych Karkonoszy. Wiało i to nieźle. Kurtki i bluzy się przydały. Przypomniało nam się niby niepozorne wejście na najwyższy szczyt Sardynii kilka lat temu, gdzie wiatr wycisnął z nas resztki energii.

Delikatna korekta Na szczycie nastąpiła sesja fotograficzna, tradycyjne ugotowanie i zjedzenie zupki chińskiej i odczytanie pamiątkowej tablicy na cześć Strzeleckiego. Przy okazji uczyliśmy sympatyczną panią strażniczkę parku oraz okolicznych Australijczyków, jak się powinno wymawiać Kościuszko i Strzelecki. Oni bowiem kaleczą oba te nazwiska koszmarnie. Nie powtórzę nawet jak to wypowiadają, ale generalnie czytają jak leci z wymową angielską. Zrobiło się jakoś tak patriotycznie i domowo. Ja nawet popełniłem ten wandalizm, że na punkcie widokowym pod szczytem poprawiłem flamastrem pisownię Strzelecki (bo napisali Stzelecki) – choć muszę dodać na swoje usprawiedliwienie, że nie byłem pierwszy. Jacyś inni rodacy najwyraźniej robili to już długopisem wcześniej, tylko napis się starł. Na szczęście na tablicy na szczycie, cytującej słowa Strzeleckiego, pisownia była już poprawna, bowiem Strzelecki po wejściu na szczyt w 1840 roku napisał tak:

Szczyt skalisty i nagi, przewyższający kilka innych wywarł na mnie tak wielkie wrażenie przez podobieństwo do kopca wzniesionego w Krakowie nad grobem patrioty Kościuszki, że choć w obcym kraju, na obcej ziemi, lecz wśród wolnego ludu, który cenił wolność i jej atrybuty, nie mogłem powstrzymać się od nadania górze nazwy Góra Kościuszki.

Zapraszamy do galerii z Gór Błękitnych (gdzie byliśmy na wycieczce niedaleko Sydney) oraz z Góry Kościuszki.

9 Responses to Kolejne polskie wejście na Górę Kościuszki

  1. kasia pisze:

    Kozyjosko – tak wlasnie australijczycy wymawiaja Kosciuszko, orginalna nazwa aborygenska uzywana przez jakies 40 000 lat to Tar Gan Gil, kilka lat temu sporo bylo zamieszania jako, ze postanowiono tak jak w przypadku Uluru przywrocic te nazwe, ale w zwiazku z tym, ze oburzylo to polska spolecznosc, ktora wniosla sprzeciw uzywa sie nazwy polskiej. Park Strzeleckiego najczesciej wymawia sie – Strzeleki. Tak naprawde najwyzsza gora calego terytorium Australii jest Mawson Peak 2745m na wyspie Heard

    Co do czytania przez australijczykow polskich nazwisk to pamietam tez jak czekalismy na start w Atenach naszej Otyli, siedzac przed telewizorem w czasie transmisji bylismy troche zaskoczeni, jak to a gdzie Otylia nie plynie – spytalam malzonka, chyba plynie odpowiedzial, dopiero po chwili zorientowalismy sie, ze komentator glosno wykrzykuje nazwisko, ktore brzmialo – Dzetrozak- (nie mam polskich znakow, ale chodzi mi o takie dz jak w dzownicy), potem w pracy prosilam kilka osob, zeby przeczytaly nazwisko Jedzrzejczak i wszystkim wychodzilo to samo – Dzetrozak

  2. Anonim pisze:

    Hura, szczyt zdobyty i to na legalnym napędzie 🙂

  3. aga pisze:

    No, no. Kangury chyba wyczuły polskie mięcho, skoro was obserwowały. dobrze, ze nie wzięły odwetu za steki z braci. 28 km ! Brawo dla wszystkich! mam nadzieję, że schodziliście na drugi dzień. zdjęcia wspaniałe. a te żółte kwiatki to takie jak u mnie na działce. Po polsku – nieśmirtelniki.

  4. Aldek pisze:

    Ile par butów zdarto od początku wyprawy?
    Pozdrawiam dzielną gromadkę. A młodzieży gratuluję kolejnego rekordu.

  5. piaski pisze:

    Co do wymowy, to w Stanach Kaskijasko (tak jak Kaskijasko Bridge)….z Pulaskim juz lepiej(Pulaski), Strzelecki nieznany…
    Co do nazwy to chyba moglaby zostac {en.wikipedia.org/wiki/Kosciuszko_Bridge_(New_York_City)}nie tak, co do ,,Kozyjosko”, gora powinna wrocic do Tar Gan Gil. 40,000.00 lat precedensu i kompromitujacej historii…tak jak u nas z plemionami Indian Ameryki polnocnej…Co do gaf etnicznych, nie wiem czy ktos z Was mial okazje byc swiadkiem rosyjskiej pary lyzwiarskiej, ktorej choreografia, makijaz ciala (pl.wikipedia.org/wiki/Bodypainting – Polska)i kostiumy wzorowane byly na sztuce aborygenskiej…..Co do nastepnych gaf etnicznych to wolalabym, aby Polscy ksieza(tym razem Biskup Biedronek)nie wypowiadali sie na temat Holokaustu. Trudno po za krajem takie wypowiedzi wytlumaczyc….
    Zazdroszcze Wam Myanmaru, uwazajcie na junte. XOXO GH

  6. Czesc czolem! zupki chinskie z rosolem!! :))

    Pozdrawiamy wspoltowarzyszy udanego ataku na najwyzszy szczyt Australii!

    Bedziemy sledzic Wasze poczynania w Azji. My powoli zwijamy manatki… ale jak napotkacie jakas polskobrzmiaca gore to dajcie nam znac. Mamy w zanadrzu wiecej opowiesci o tresowanych psach i mozemy napedzic dzieciaki na jakies 30 km, a moze i wiecej 🙂

    Pozdrawiamy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: