Bariera pokonana

Wielka Rafa Koralowa, olbrzymia formacja raf i wysp ciągnąca się na ponad 2600 km. Widoczna z kosmosu, na wszystkich mapach oraz we wszystkich podręcznikach geografii. Dla mnie zawsze była to fascynująca rzecz. Jak to tak naprawdę wygląda? Czy wystaje z wody, jak jakiś mur chiński? Na mapie oznaczona jest takimi falkami, czy też łuczkami. Czy te łuczki to równiutkie bariery, jak ze stali? A może jaskinie jakiś gigantycznych, podmorskich węży? Może ta rafa, to tylko taka morska fatamorgana (lub Chata Morgana) zaznaczona na mapie dla kawału? Będąc tu w Cairns (północ stanu Queensland) nie mogliśmy przepuścić okazji, aby przekonać się, jak ona naprawdę wygląda.

Zakazów jak widać dużo Przemysł nurkowy w Cairns jest zorganizowany inaczej, niż w dotychczas odwiedzanych przez nas miejscach. Ponieważ oboje nurkujemy i jednocześnie musimy mieć na oku dzieciaki, szukaliśmy firmy oferującej pakiety nurkowe, które moglibyśmy wykorzystać sumarycznie na zmianę. Okazało się, że nie da się zrobić nurkowań bez wykupienia wycieczki na rafę (która tutaj oddalona jest od lądu o półtorej godziny szybką motorówką). Większy pakiet jest zaś możliwy tylko przy opcji “mieszkaj na łodzi”, która z przyczyn czysto finansowych jest poza naszym zasięgiem. Gdyby tak udało się jednak (eh, marzenie!) popłynąć kupą na wycieczkę i gdybyśmy mogli zrobić 2 nurkowania razem, a w tym czasie dzieciaki mogłyby snorklować (“rurkować”, czyli nurkować z maską) pod czujnym okiem ratowników? Choć oboje mamy na koncie już kilkadziesiąt nurków to praktycznie nigdy jeszcze nie udało nam się robić tego (znaczy się, nurkować :-)) razem.

24-metrowy aluminiowy katamaran Tusa T5W biurze turystycznym udało nam się znaleźć firmę, która ma łagodne zasady i jest przyjazna rodzinom. Powiedziano nam, że można będzie zrobić tak, jak chcemy – nawet wymogliśmy telefon z pytaniem, czy aby na pewno. Uradowani wpłaciliśmy zaliczkę i rano stawiliśmy się w porcie. Katamaran z 60 turystami i 10 osobami załogi ruszył z portu punktualnie o 8 rano. Po drodze odbyliśmy szkolenie z zasad bezpieczeństwa (idiotoodporne kamizelki ratunkowe), briefing nurkowy (w tym mapka rafy) oraz dopasowaliśmy sprzęt dla siebie i dzieci – w tym seksowne kombinezony antymeduzowe od stóp do głów (meduzy typu Stinger są bowiem plagą wybrzeży Australii w lecie i niestety ich oparzenie może być śmiertelne w skutkach). Gdy już byliśmy już ubrani w niebieskie wdzianka i prawie gotowi do wejścia do wody okazało się, że jest problem. Jedno z nas musi bowiem zostać na pokładzie z dziećmi, bo firma nie może wziąć odpowiedzialności za dwójkę brykających w otwartym oceanie dzieciaków (w tym jedno młodsze słabo mówiące po angielsku). No niby ich rozumiemy i samy na ich miejscu byśmy się nie zgodzili (prawdę mówiąc zdziwiliśmy się wcześniej, że to potencjalnie możliwe – taka dla nas darmowa opieka nad dziećmi :-)), ale z drugiej strony czemu sprzedali nam taki pakiet (robiąc jeszcze zniżkę – trzecie nurkowanie w cenie dwóch). Jak sobie to w takim razie praktycznie wyobrażacie, że dzieci snorklują, a my nurkujemy 3 razy każde z nas na zmianę? – pytamy szefową pokładu.

Sprzęt przygotowanyTrzeba wchodzić do wody, więc ustalamy instruktorem nurkowym, że najpierw ja, a potem Beata. Za nurkowania nam zwrócą. W ten sposób nie mam jednak pary, a jesteśmy już po briefingu i ustaleniu kto z kim wchodzi (nurkuje się zawsze parami dla bezpieczeństwa). Przydzielają mi zestresowaną Monikę, która nie nurkowała od 2 lat i miała płynąć z divemasterem. Sprawdzamy nawzajem sprzęt, a tymczasem Beata drąży skałę i proponuje, abym tylko ja nurkował cały dzień, a oni jutro powinni zafundować jej całą osobną wycieczkę. Rozmawiamy więc jeszcze raz razem z szefową pokładu. W końcu to oni nas źle poinformowali, no nie? Ona jednak nie może zdecydować sama. Dzwoni na brzeg do centrali. Pierwsza grupa nurków wchodzi do wody. Centrala się nie zgadza. Szefowa szuka kapitana łodzi. Ja już stoję na schodkach. Kapitan zajęty cumowaniem łodzi. Beata ubrana z dziećmi gotuje się obok do wchodzenia w następnej turze. Dzieciaki już się palą do rzucenia się w wodę i szukania wzrokiem najładniejszych rybek. Rafa w zasięgu wzroku. Słońce pięknie świeci. Fal praktycznie nie ma. Pogoda jak złoto. Stajemy na schodkach. Pojawia się wreszcie kapitan. Już wie o całej sprawie. Bierze nas na bok i patrzy nam w oczy uważnie. OK – mówi i zgadza się na to, abyśmy płynęli razem! O ile dzieci będą cały czas z jedną z instruktorek! Hurra! Wracamy do oryginalnego planu. Szybka akcja ze sprzętem dla Beaty i gotowe. Bernaś dostaje koło ratunkowe do trzymania (które w sumie nie jest mu potrzebne, bo skacze do wody jak dziki). Monika ucieszona schodzi ze swoim divemasterem. My z sercem na ramieniu zanurzamy się w toń obserwując od dołu nasze dzieci pływające z Kendrą po powierzchni. Pod nami ryby, rafa, i tysiące kolorowych korali. Wiela Rafa Koralowa!

W sumie były trzy wejścia i wszyscy byli zadowoleni. Zarówno my na dole, jak i dzieciaki na górze. Instruktorka Kendra przyznała potem, że przeprasza za zamieszanie, ale taka jest polityka firmy, zaś dzieciaki okazały się jednymi z najlepszych rurkowników, jakich miała. Nie robiły problemu, nurkowały świetnie no i na koniec dostały dyplomy Discover Snorkeling (Isia nieco zblazowana, bo co to dla niej taki dyplomik, ale Bernaś naprawdę dumny). My też!

Wielka Rafa KoralowaJak więc wygląda ta rafa? Okazało się, że jest to cały szereg raf oraz wysepek ciągnących się kilometrami. W sumie tworzy to wielką barierę osłaniającą ląd od oceanu, ale osłona ta znajduje się najczęściej metr lub kilka metrów pod wodą. Gigantycznych węży morskich też tam nie ma, tylko czasami rekiny przypływają. Pod wodą rafa okazała się być bardzo ładna i pełna kolorowych korali i wesołych rybek, ale ze względu na porę roku przejrzystość wody niebyła najlepsza. Mimo to widzieliśmy sporo fajnych stworzeń w tym jednego wielkiego Maori Wrasse, który przepłynął majestatycznie obok nas łypiąc groźnym okiem. Wspólne nurkowanie (w sumie zrobiliśmy trzy nurki) dało nam też okazję do popracowania nad podwodną komunikacją i myślę, że kolejne zejścia razem będziemy robić już z mniejszym stresem.

14 Responses to Bariera pokonana

  1. Aldek pisze:

    Brawo Błażej i Beatka, konsekwentne działanie zawsze skutkuje rozwiązaniem pozytywnym.
    Fajnie, że pierwszy raz razem (wiadomo, nurkowanie)
    Pozdrawiam nurkujących na Wielkiej Rafie Koralowej

  2. Jola-mama pisze:

    No i zawód! Czytając pierwszą częśc relacji – myślę ,dobra nasza. Następnym razem zabiorą dziadków do opieki (z rurkowaniem dajemy radę przecież). A tu proszę dogadali się i WRK – jeszcze nie dla nas. Ale może chociaż wspólna Chorwacja?. Co Wy na to dzieciaki? Przecież musicie zrobic – pokaz dla rodziny. Dogadujemy się z Basią i Andrzejem, zabieramy Mikiego i hop nad Adriatyk. Bernaś – gratulacje – narysuj parę przepieknych rybek, mieszkanek rafy, a Isię, poprosimy o specjalną, fantastyczną, jak zwykle, relację z całej „nurkowej” wyprawy. Zazdrościmy Wam, ale cieszymy się bardzo,że to wszystko oglądacie i tak bardzo pięknie opisujecie.

  3. beatan pisze:

    No przygoda-przygoda, Wy bez przygód nie potraficie, nie?
    Ale ten opis rafy jakiś taki mało entuzjastyczny, doprawdy. Oddacie córce klawiaturę? na pewno powstanie z tego świetna opowieść o kolorowych rybkach, koralowcach

  4. kasia pisze:

    Powiem, ze nas Wielka Rafa troche rozczarowala moze dlatego, ze ta pierwsza, ktora ogladalismy byla na Fiji i wyspach Cooka gdzie rafe widac z ulicy, jest mniej ludzi i mniej komercyjnie. W Australii niestety jadac z Cairns do Sydney widzi sie tylko Westfield i Coles czyli centra handlowe. Oprocz tego wycieczki jezdza tylko w kilka punktow, zeby zobaczyc prawdziwa Wielka Rafe trzeba poplynac na takie 7 dniowe wyprawy gdzie znajduja sie rowniez naukowcy prowadzacy badania. Kazdy wyjazd jest tematyczny i odbywa sie na nich do 27 nurkowan. http://www.downunderdive.com.au/SOF7_HTM.htm

    Ciesze ze Wam sie podobalo zycze milego czasu w Australii, my juz nie mozemy sie doczekac powrotu do Sydney, angielska pogoda i tempo zycia w Europie wyssalo z nas reszte energi, ktora przez tyle lat ladowalismy w Australii. Zdaje sie ze nie doczekamy Waszego przyjazdu do Londynu.

  5. aga pisze:

    wariaci z was 2B ale pozytywne zakręcenie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. ten pierwszy raz, po 30- tce, do tego pod wodą i w kombinezonach tez musiał być niezły. NIE MÓWCIE, ŻE TO TYLKO nurkowanie!!!. pozdrawiamy.

  6. Gabi pisze:

    I co na to Katamaran z 60 turystami…..:-)H

  7. Gabi pisze:

    juz wiem….,,ze względu na porę roku przejrzystość wody niebyła najlepsza”, wiec wykorzystaliscie…XOXO Gabi

  8. Ania Dziuba pisze:

    No pięknie, pięknie …

  9. Basia Widera pisze:

    Ale post wypasiony! Z zapartym tchem czytałam, zwłaszcza że mam pewne zaległości po tygodniu w Egipcie i następnym na nartach we Wloszech. Andrzej jeszcze w Livigno przeczytał mi SMSa od Was. Wasz instruktor pęka z dumy (chyba z dumy, chociaż włoskie żarcie też może mieć z tym coś wspólnego… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: