Kącik łasucha – Navajoland

Na południu Stanów Zjednoczonych widać wyraźnie wpływy meksykańskie -  w nazwach (Mesa Verde, San Diego, Los Angeles etc.), w sztuce (Nawahowie, o których pisałam wcześniej, uczyli się wyrobu biżuterii właśnie od Meksykanów – piękne srebrne ozdoby z turkusami zaczęły powstawać dopiero pod koniec XIXw.) i w kuchni. Zanim zachwycimy się jednak zielonym i czerwonym chile (Meksykanie nie nazywają chili “chili”, lecz właśnie “chile”),  burritos etc. – mała przystawka. Dziś o potrawie indiańsko – meksykańskiej czyli o Navajo Taco. Nawahowie to bardzo ciekawy szczep – ich języka używano do szyfrowania wiadomości w czasie II wojny światowej, a Japończykom nigdy nie udało się go złamać. Wielu z nich zostało później odznaczonych za zasługi wojenne. Stanowią największą mniejszość indiańską w Stanach Zjednoczonych. Przejeżdżaliśmy przez gigantyczny rezerwat Nawahów, który obejmuje część Nowego Meksyku, Utah i Arizony.

Meksykańskie taco al pastorW budkach w Santa Fe, przy drodze i na indiańskim rodeo królem przekąsek jest tradycyjny smażony chleb nawaski, podawany bardzo często bez żadnych dodatków, na gorąco, z chrupiącą skórką, na brzegach mocniej wypieczony, z dużymi pęcherzykami powietrza, w środku bardziej płaski. Pamiętacie być może, jak pisałam o tacos, których podstawą jest w Meksyku niewielka kukurydziana tortilla, na którą nakłada się pomidory, wieprzowinę, i różnego typu sosy takie jak np. guacamole (zdjęcie obok). Navajo taco wygląda nieco inaczej. To gigantyczne taco złożone z tradycyjnego smażonego chleba Nawahów ze sporą ilością dodatków. Zamówiłam sobie ten smakołyk po raz drugi w tej samej knajpce, w której jadłam go dwa lata temu, i którą udało nam się odnaleźć i tym razem.

Navajo Taco Wiedziałam, czego mogę się spodziewać, ale i tak porcja była olbrzymia. Spory (o średnicy około 25cm) placek z ciasta drożdżowego usmażony został w głębokim tłuszczu. Na gorącym, chrupiącym spodzie umieszczono sporą  ilość dodatków. Bazę stanowi mięciutka biała fasolka w pikantnym sosie z wyraźnie meksykańską nutą. Na niej, już nieco bardziej w tonie tacos, cieszyły oko świeżo pokrojone w drobną kostkę pomidory, (ale bez kolendry), następnie spore ilości białej cebuli, delikatnej sałaty i czarnych oliwek (tak, tak, nie pytajcie mnie skąd oliwki w daniu Nawahów 😉 – zrobiło się fusion na całego). Na wierzchu całość posypana startym serem. Ukoronowaniem tego dania były sosy – po pierwsze salsa (czyli po hiszpańsku właśnie sos) z pomidorów, papryki, papryczek jalapenos i cebuli. Jak dla mnie to taka salsa mogłaby stanowić danie samo w sobie. Jeśli to tylko możliwe, to chętnie będę zajadać w ilościach nieograniczonych… Znakomitym uzupełnieniem ostrej salsy była bardzo gęsta, zimna, kwaśna śmietana. Gorący chrupiący placek, zimna śmietana, ostra salsa i do tego mnóstwo warzyw. Nie trzeba więcej.

Kanapeczka pasterza W wersji dziecięcej chlebek smażony Nawahów został użyty do “kanapki pasterza” przyrządzonej na ciepło, przytrzymanej wykałaczką i przełożonej pięknym plastrem pachnącej ogniskiem, pieczonej (?) wieprzowiny. Pyszności. Do tego jeszcze porcja grubo krojonych frytek. Za frytkami to nie przepadam, ale z dwojga złego grubo krojone są zdecydowanie lepsze. Kanapeczka zaś była pyszna. Bernaś ledwo dał radę, ale łagodny sos (zbliżony do sosu tysiąca wysp ;-)) motywował go bardzo skutecznie.

6 Responses to Kącik łasucha – Navajoland

  1. Jola-mama pisze:

    Po takich pychotkach i w maxi wydaniu – to tylko kaniony „z buta” Was ratują.:)

  2. Aldek pisze:

    Becia, już jesteś znawcą kuchni (prawie, że) światowej.
    Pozdrawiam gromadkę łasuchów.

  3. Ania Dziuba pisze:

    Pyszności!!! A porcje dają faktycznie duże, tak że będziecie mieć dużo siły na dłuuuugie spacery. Pozdrowionka 🙂

  4. Gabi pisze:

    Wydaje mi sie, ze to wspolczesna, a nawet „fast food” wersja kuchni Navajo, oliwki, smietana, frytki no i oczywiscie wielkosc porcji. Te dodatki to na pewno wplyw poludniowych sasiadow, ale tez nie zupelnie oryginalny.GH

    • Beata Kotełko pisze:

      Na pewno, szczególnie oliwki ;-). Ale eksperyment udany, bo całość bardzo smaczna. Ciekawi mnie, czy ten chlebek to też wpływy, i skąd…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: