Spływ na dętkach

Idziemy na tubingCiężkie chmury zasnuły niebo nad wilgotnym lasem tropikalnym. Wszelki zwierz skrył się w gąszczu. Tylko dokuczliwe insekty wciąż polatywały nad wykarczowaną przez ludzi szeroką ścieżką. Jaguar w swym legowisku poczuł niekreślony niepokój. Wciągnął nosem wilgotne powietrze rodzinnego lasu. Tak, zna ten zapach. To zapach jego największego wroga – człowieka. Na ścieżce słychać głosy. Z zakrętu ukazują się cztery postacie, niosące na ramionach czarne dętki (oczywiście mówiąc dętki nie mam na myśli dętek od rowerów lecz czarne, lekkie opony z cienkiej gumy). Insekty spostrzegły ludzi i rzuciły się na nich jak sępy na padlinę, lecz zaraz zniechęcone zaciekłą obroną  odleciały w głąb dżungli. Ci ludzie to oczywiście my – rodzina Kotełków. Zaszyliśmy się w belizyjskim rezerwacie jaguara. Teraz idziemy zaliczyć jedną z jego głównych atrakcji – “tubing” (dosłownie “dętkowanie”), czyli spływ rzeką na oponach. Opony te wynajmuje się w centrum rezerwatu następnie idzie się do miejsca, gdzie leżą ich całe stosy i wybiera się rozmiar:

  • mały
  • średni
  • ogromniasty

Potem sprawa jest prosta. Niesie się opony na ramionach przez 15 minut aż do wejścia oznaczonego tabliczką ”tubing entrance” i spływa się. Kiedy dotarliśmy do wejścia – małej, piaszczystej plaży – zdjęliśmy spodnie i buty (mieliśmy stroje kąpielowe/kąpielówki pod ubraniami). Aby któryś z czytelników nie pomyślał sobie “No jako to!? Spływ oponami na rzece, a oni spodnie i buty to gdzie będą trzymać?” muszę wyjaśnić, że rodzice trzymali nasze rzeczy w workach foliowych na własnych brzuchach (na oponach rodzice leżeli na plecach, a my na brzuchu). Następnie włożyliśmy opony na wodę i wskoczyliśmy na nie.

Spływ na dętkachNa wodzie trzymaliśmy się z Bernasiem i tatą za opony. Z początku musieliśmy wiosłować (oczywiście rękami), potem porwał nas prąd. Na prośbę Bernasia puściłam jego oponę, ale przez to stałam się lżejsza od innych i popędziłam jak wiatr niesiona szybkim prądem tropikalnej rzeki. Zaczęłam wrzeszczeć (dla żartów, bo tak naprawdę bałam się tylko ociupinkę), więc zaraz zaczęli mnie gonić i po chwili było już po wszystkim.

Dalsza podróż przebiegła bez większych wypadków, choć parę drobnych oczywiście było – między innymi tato ugrzązł na mieliźnie i strasznie śmiesznie wyglądało, jak się z niej wydostawał. Chwilę później, kiedy przepływaliśmy przez przesmyk szerokości 5 m, tatuś zaczął się wiercić, a potem wykrzyknął: “Aua! Coś mnie dziabnęło od dołu!” Wiernych czytelników (bardziej niż my strachliwych) mam obowiązek zapewnić, iż w tej rzece krokodyle nie występują. 🙂

Po drodze widzieliśmy ślicznego, czaplowatego ptaszka o czerwono-niebieskim upierzeniu spacerującego po wystającym nad wodę pniu drzewa. W końcu dotarliśmy do wyjścia i zakończyliśmy tubing.

Wszystkim się podobało…

12 Responses to Spływ na dętkach

  1. Basia Widera pisze:

    Iśka! Ale tekst! Od dzisiaj jestem Twoją fanką!!!!

  2. Jola-mama pisze:

    Super, Isiu! Kolejny raz powtarzam,ze chyba będziesz w przyszłości pisac.Po prostu, masz talent. Czy ta dętka na Bernasiu to rozmiar mały? Dzieciaki ,brawo za odwagę.Całujemy Jola i Jurek

  3. Jola-mama pisze:

    Zazdroszczę Wam!! Kiedyś też tam pojadę-Miko,aktualnie na Sochaczewskiej (dzisiaj dostałem 5 z matmy). Trzymajcie się mocno siedzeń

  4. Ania Dziuba pisze:

    No tak, ja się na początku bałam w aqua parku na czymś takim zjeżdżać 😀 a tu dzika rzeka, 1000000 różnych bakterii i nieznane stworzonka … czad!!! Gratuluję odwagi i też wam zazdroszczę …

  5. aga pisze:

    ten tekst Isiu to jest „wypasiony”. 6!

  6. Aro pisze:

    SUPER!
    Jak u Hitchcock’a: najpierw trzęsienie … dętki, a potem napięcie wzrasta.
    Błażeju czyżby z szacownych czterech liter pozostały ino trzy?

  7. Nie. Mam wszystkie cztery, bo zwierz się odczepił sam. Widocznie mu moje cztery litery nie smakowały. 🙂

  8. Zorom pisze:

    No chyba,że 4 litery to było dla zwierzątka za dużo:)Błażeju, Twoja córa ma talent.

  9. Karola pisze:

    Niezła „przepływka” ! Isiu – wspaniała relacja, czekamy na następne! Buziaki !

  10. Anonim pisze:

    Isiu, mila! Wrocilam wczoraj do „swojej” srodkowo-atlantyckiej(mid-atlantic) dzungli.
    Jestes nie tylko mloda odkrywczynia, ale takze mloda przyrodniczka! Dostajesz piatke(to byl najlepszy stopien za moich polskich czasow, nie pytaj kiedy…)z botaniki, geografii, zoologii, nie mowiac nic o talencie pisarskim.
    XOXO Ciocia Gabi
    P.S. Te detki sa podobne do pontonu dziadka JK!!!!!

  11. Aldek pisze:

    Jestem pełen podziwu dla Waszej pracowitości. Mamy bieżące informacje gdzie jesteście, co robicie, co zwiedzacie no i te zdjęcia. Dzięki, byle tak dalej.
    Pozdrawiam całą gromadkę.

    • Beata Kotełko pisze:

      Pracujemy dzielnie, i bardzo przyjemnie :-). Najgorsze jest to, że wszystkiego zapisać i zapamiętać się nie da…. Jak na razie jest też Internet, a nie wszędzie tak będzie.
      Całujemy
      4B

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: