Dętki, muszki i inne przyjemności

Roślina zielona sobie rośniePo karaibskiej i nieco sennej po sezonie Dangridze (Belize), centrum kultury Garifuna, ponownie przyszła kolej na leśne ostępy. Pojechaliśmy do Cockscomb Basin Wildlife Sanctuary   – rezerwatu jaguarów położonego w południowym Belize (Charlie, który przysiadł się do nas w barze w Dangridze, twierdził, że jest tam ich aż osiemdziesiąt). Centrum turystyczne wraz z polem namiotowym mieściło się ponad 10 km od trasy autobusu, dlatego możliwość pokonania tego odcinka “na pace” lokalnego pickupa bardzo nam przypadła do gustu. Kiedy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że na dość sporym terenie siedziby parku nie będzie nikogo poza nami i strażnikiem rezerwatu. Nie zraziliśmy się jednak tym specjalnie i dla rozrywki spłynęliśmy kawałek rzeką na dętkach – relacja Isi już wkrótce. Ja ze swojej strony jedynie dodam, że spływ odbywał się w sposób umiarkowanie kontrolowany i jego niezbędnym elementem było zamoczenie co najmniej tylnej części ciała w rzeczce, która nie była, niestety, specjalnie przejrzysta.  Oglądanie ślicznych ptaszków płoszonych naszymi okrzykami psuły mi wizje stworzeń, które mogą mi wpłynąć, oraz tego, gdzie mogą wpłynąć, na przemian z rozważaniami, dlaczego lekarze odradzają kąpiel w krajach tropikalnych w wodach innych niż morskie. Jak bumerang wracała też scena kąpieli w akwenie stojącym z filmu z Harrisonem Fordem “Sześć dni, siedem nocy” – kto widział, ten dobrze wie dlaczego. Na szczęście 10 minut od miejsca zakończenia tej rozrywki znajdował się przepiękny wodospad innej już rzeczki, w którego chłodnej, czyściutkiej wodzie wypluskaliśmy się z radością, zastanawiając się, częścią jakiego raju jesteśmy.

Taki wielki potwór sobie siedziałPod wieczór dało się niestety odczuć, że jesteśmy jedynymi gośćmi na tym odludziu, bo stada komarów i wstrętnych maleńkich muszek rzuciły się na nas z taką werwą, jakby nie jadły od tygodnia (i pewnie tak było…). Zabarykadowaliśmy się więc w namiocie imając się różnych sposobów na przetrwanie parnej nocy. Dość skuteczna okazała się metoda podpatrzona kiedyś u wiewiórek w Wielkim Kanionie Kolorado – należy całą powierzchnią ciała przywrzeć do jedynego chłodnego miejsca, w tym przypadku gołej podłogi namiotu, dla lepszego efektu dramatycznie rozczapierzając kończyny – desperatom polecamy! Oprócz muszek i moskitów w parku widzieliśmy także mrówkostrady (tak jest, czteropasmowe mrówkostrady, mrówkojadów niestety nie widzieliśmy, choć podobno są), niezliczone ptaszki małe i duże, chrząszcze wielkości tych małych, jaszczurki wszelakiego sortu, gekony etc.. Piękne i odludne jest to miejsce, jednak następnego popołudnia w obliczu hord muszek i śmierci głodowej (zostały nam jedynie płatki kukurydziane i jeden banan) zdecydowaliśmy się wrócić nad Morze Karaibskie, tym razem do Placencii.

4 Responses to Dętki, muszki i inne przyjemności

  1. HopFanka Szamanka pisze:

    Na dętkach ? Tzn. każdy na swojej czy jakoś chociaż parami … ? 🙂 Niezwykły sposób transportu :)W każdym razie działa na wyobraźnię i jakoś odruchowo człowiek się dla bezpieczeństwa łapie w okolicach gdzie mogłoby wpłynąć …! 🙂 Uściski wielkie !

  2. HopFanka Szamanka pisze:

    No nie ! Właśnie sobie zdjęcia oglądam z galerii i widzę takiego jednego tambylca na dętce ! Taka woda i taka dętka … ? A skąd wiedzieliście gdzie Was woda zaniesie i gdzie należy „zaparkować ” ? 🙂

  3. Beata Kotełko pisze:

    Początek i koniec trasy były oznaczone – przynajmniej tyle dobrego. Każdy był na swojej dętce, co tylko potęgowało emocje w przypadku odłączenia się jednego z członków. Technika zaprezentowana przez tubylca wymagała zanurzenia całego ciała, a rzeczka była raczej płytka, więc nie wszędzie było to możliwe…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: