Tikal

Wieczorna refleksja Po przedarciu sie przez granicę i ucieczce przed grypą typu A (tak się to teraz podobno nazywa i, jak się okazuje, nie jest to już takie groźne) wpadliśmy w łapy gwatemalczyków, a konkretnie agencji turystycznej dbającej o to, abyś – drogi turysto – był obsłużony dokładnie tak, jak to sobie agencja życzy. Własna inicjatywa nie jest tu mile widziana i na każdym kroku wmawiają ci, że to oni mają jedyny transport, że to jest jedyny tani hotel, a tylko ten bankomat jest dobry. 🙂 Rzeczywiście są pomocni, ale trochę nas denerwują. Na razie się spod ich opieki wyrwaliśmy zaszywając w maleńkim domku kempingowym nad samym jeziorem Petén Itzá, gdzie wypoczywamy tradycyjnie bycząc się i kąpiąc do woli (jezioro nawiasem mówiąc śliczne, choć bardzo podobne do naszych). Chcemy się dostać do Belize no i oczywiście tu z pomocą będzie przychodził jedyny transport jedynie słusznej agencji turystycznej. 🙂 Wczoraj siedząc w knajpie-sklepie i jedząc kurczaka z frytkami (Bernaś zachwycony) spotkaliśmy kupującą napoje wycieczkę z Piotrkowa Trybunalskiego, która jechała do Belize i zaoferowała się nas podrzucić. Niestety ich gwatemalski kierowca się nie zgodził (nie byliśmy zgłoszeni w biurze firmy). :-). Ogólnie rzecz biorąc jest zaskakująco, jak na Gwatemalę i jej famę, drogo. Butelka wody 1.5 litra kosztuje tu w sklepie 7 quetzali (czyli ok. 3zł). No ale może to jest kwestia regionu? Jesteśmy przecież tuż obok Tikal – jednego z większych miast majów i chyba najważniejszego zabytku Gwatemali – odwiedzanego co rok przez setki zagranicznych turystów (przy wejściu do Tikal woda jest po 12, czyli  5 zł). No ale to tak jakby narzekać, że woda niedaleko wejścia do Wieliczki jest droższa – kończymy więc narzekanie.

Drapacze chmur W samym Tikal byliśmy w sumie dwa dni. Nocowaliśmy na kempingu i wreszcie udało się użyć namiotu, który dźwigam. Pomysł był dobry, bo dzięki temu mogliśmy zobaczyć zachód słońca wśród ruin i być też na najwyższej piramidzie raniutko tuż po wschodzie słońca (o 6-tej rano) zanim nie zjechali się turyści i zanim nie usnęła przyroda. Spanie w namiocie praktycznie w środku dżungli dostarcza 2 wrażeń: po pierwsze jest gorąco i duszno (dopiero po północy zrobiło się znośnie), a po drugie jest głośno. Ilość zwierzaków, owadów i ptaszysk robiących hałas była niezliczona. Oprócz moskitów stresowały nas skorpiony, pająki i inne robactwo. Generalnie jak już w środku nocy zbudziłem się szturchnięty przez Beatę nasłuchującą czegoś większego i sapiącego spacerującego wyraźnie blisko za domkami na granicy dżungli (jakieś 100 metrów od nas) to ciężko było potem zasnąć. 🙂 Przygoda niezapomniana. No ale widocznie nie jeden turysta już tak spał i żyje, bo i nam nic nie było, pająk ani skorpion nie wlazł nam nad ranem do buta, jaguar pewnie był najedzony, bo się na nas nie połakomił, a moskity nie pożarły żywcem. Prawdę mówiąc niemal ich nie było. W Polsce jesienią na biwaku jeziornym są ich setki. Na razie więc twierdzę, że są przereklamowane, ale być może zmienię zdanie. Tutaj w El Remate śpimy w każdym razie pod moskitierami, które wczoraj zainstalowałem, więc żaden robal nic nam nie zrobi.

Jedna z wielu Wracając do Tikal. Piramidy w dżungli wyglądają pięknie – przede wszystkim są to wysokie drapacze chmur, jak tu sie je czasem określa w przewodnikach. Rzeczywiście robią wrażenie wystając nad korony drzew, a wejście na świątynię V wymaga sporego samozaparcia – stromo i diabelnie wysoko. Miasto jest bardzo rozległe, a sam park dobrze utrzymany i przygotowany. Tu Gwatemala pokazała się od dobrej strony. Podobnie kemping, sanitariaty, czy łazienki wewnątrz parku narodowego. Bez zarzutu. Widać zresztą, że wiele osób robi tak, jak my, bo nawet bilet wstępu kupiony po południu dział na następny dzień, a z samego rana kilkanaście osób zmierzało posłuchać głosów przyrody i popodziwiać piramidy bez tłumów. Co do głosów przyrody, to najlepsze oczywiście były wyjce, czyli małpy wydające z siebie odgłosy podobne do szczekania psów i ryku bawołów. Podobnie ryczy też jaguar, ale zorientowaliśmy się szybko, że nie trzeba uciekać, bo odgłos dochodził wyraźnie z góry, z koron drzew. Mimo to, jak się tak siedzi w samotności na ławeczce, a tu z góry coś zaczyna ryczeć, to rzeczywiście ciarki przechodzą.

Zwiedzieliśmy chyba wszystkie świątynie, wleźliśmy na wszystko na co się dało wejść. Widzieliśmy małpy, ptaki z żółtym ogonem (nie mam pojęcia jak się nazywają, ale ładne), zielone, wrzeszczące papugi, krokodyle w sadzawce oraz słyszeliśmy wyjce. Jaguar się nie pokazał. Może i dobrze. 🙂

Zapraszamy do galerii, gdzie pojawił się również filmik z nagraniem wyjców.

5 Responses to Tikal

  1. Asia S. pisze:

    wreszcie kolejna wiadomość od was. świetna relacja!!! ach, jak zmienia się dynamicznie moja lista krajów, miejsc do odwiedzenia. niby też dużo podróżowałam po świecie, ale jak okazuje się mało przeżyłam i zobaczyłam. żeby tylko moje dzieci były trochę starsze….

  2. Ania Dziuba pisze:

    Właśnie, już się martwiliśmy … cieszę się, że macie tyle ciekawych wrażeń – bawcie się tak dalej i nie dajcie się żadnej dzikiej bestii!!! Pozdrowionka i buziaki!!!

  3. beatan pisze:

    Podoba mi się motyw jaguara 😉 Innych drapieżników tam nie ma?
    Bo wiecie, w Polsce dalej grasuje puma 😛

    • Beata Kotełko pisze:

      Jak przejedziemy do USA, to my też będziemy w kółko o pumie opowiadać. Tam na każdym kroku piszą, jak się przed nią chronić, choć mało kto ją widział. Zresztą pumy to i w okolicach Tikal bywają, ale nikt się nimi nie przejmuje. Tutaj świętym i najbardziej poważanym zwierzęciem pewnie już zawsze pozostanie jaguar…

  4. gaianer pisze:

    Łoł ! 🙂
    A wszyscy mnie słusznie postponowali, że niesłusznie zachwycam się tylko stylem relacji i narracji Beaty, przedkładając go ponad kunszt pisarski Błażeja :-).
    Bomba, Błazej ! 🙂 czyta sie z zapartym tchem ! :-).
    Ale musi tego być zdecydowanie WIĘCEJ ! 🙂
    Pliizzz ! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: