Mar & Sol

Nasz wielki prom “No proszę, wy, Europejczycy, zawsze jesteście przygotowani na różne trudności” – stwierdził uśmiechając się nasz gwatemalski przewoźnik widząc jak sprawnie wdzialiśmy kolorowe przeciwdeszczowe poncha po tym, jak kilka razy oblała nas fala. Staliśmy na molo i kontemplowaliśmy coś, co w mojej wyobraźni było solidnym promem, a okazało się być małą łódeczką mającą nas przewieźć z Punta Gorda w Belize do Puerto Barrios w Gwatemali. Mieliśmy być jedynymi pasażerami, oprócz sternika płynął jeszcze nasz przewodnik i znajomy przewoźnika (jak to bywa często), oraz ze trzydzieści kartonów tajemniczego towaru. Było chłodno, na oko wiatr co najmniej piątka, a na horyzoncie ciemne chmury. Otrzymaliśmy piękne pomarańczowe kapoczki, co spowodowało mój wzrost zaufania do naszego przewoźnika, że tak dba o nasze zdrowie. Ujęła mnie również troska o nasze plecaki – zostały one elegancko przykryte grubą folią, a my dostaliśmy piękną niebieską płachtę, żeby się nie dać ochlapać. Niestety iluzja ta trwała niedługo, tylko do momentu odpalenia silnika. Bo wtedy to się dopiero zaczął rollercoaster. Six Flags to przy nim pikuś. Grzaliśmy po falach jak wariaci rozdzierani rozterkami, co tu właściwie robić:

  1. trzymać się poręczy ociekającej morską wodą, żeby nie wypaść za burtę,
  2. ćwiczyć refleks (Falaaaaa! Folia w góręęęę!),
  3. ocierać twarz i oczy ociekające morską wodą,
  4. ratować plecaczek z aparatem ociekający morską wodą,
  5. ratować dzieci ociekające morską wodą tabletkami przeciw chorobie lokomocyjnej,
  6. miotać przekleństwa na wszystkich mężczyzn i ich testosteron oraz potrzeby kompensacyjne,
  7. ociekając morską wodą przygotowywać plan awaryjny, na wypadek gdyby wysiadł jedyny silnik (to Błażej).

To ostatnie wymagało sporego wysiłku intelektualnego, bo, jak zaobserwowałam, nie każdemu się to udaje – na posterunku granicznym było ogłoszenie typu “zaginieni na morzu” jeszcze z roku 2007. Miło, że jeszcze szukają, ha ha ha. 

Po stronie gwatemalskiej przywitała nas pani w przybrudzonej maseczce i ignorując nasz wygląd zadała nam serię standardowych pytań świnio-grypowych o gorączkę, katar itp. Palcem wskazała lekko zaczerwienione Bernasiowe powieki, które najwyraźniej ją zaniepokoiły. Zanim jednak zdołałam zebrać siły, żeby po hiszpańsku zaproponować jej podobne morskie przyjemności oraz oględziny lekarskie zaraz po nich, machnęła ręką i dała nam spokój. Za to urzędnik imigracyjny podbijając nam paszporty rzucił od niechcenia : “Mucho agua, ha?” (Dużo wody, co?). Ano mucho, mocium panie, mucho.

W kategorii “Nasz Najbardziej Ekstremalny Sposób Podróżowania” pozycja numer jeden. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach i zdrowych kręgosłupach. Pozostałym nie polecamy.

9 Responses to Mar & Sol

  1. Basia Widera pisze:

    Mi valiente hermana 🙂

  2. Basia Widera pisze:

    A wulkan, pod którym śpicie chociaż spokojny?…

  3. Ania Dziuba pisze:

    Jak nie śpią pod Volcán de Fuego to pewnie spokojny 😉 😀 Teraz zamiast na wodę, uważajcie na dymy – hehe 🙂 Pozdrowionka no i miłego zwiedzania zabytków!

    PS: Już wymyśliłam, jak my zdobędziemy fundusze na taką fajową podróż – postanowiłam podłączyć się do jakiejś afery gospodarczej albo obrabować lokalny bank, w końcu skarbiec jest tuż pod naszą sypialnią …

  4. aga pisze:

    Jakież wy macie urozmaicone te „przejażdżki”. ciekawe co jeszcze przed wami.

  5. Jola-mama pisze:

    Może jednak 24 osoby w 7-mio miejscowym aucie byłoby lepsze? Beatko jeszcze po tym wszystkim mogłas tak obrazowo opisac tę przeprawę?! Fajnie , to teraz , proszę spokojnego „zwiedzania” wulkanu.

  6. gabi pisze:

    ‚allo:
    Byc moze, ze spacerujac po Antique spotkacie grupe archeologow z Uniwersytetu Brown. Jeden z nich, Tom Garrison jest Toma chrzesniakiem. Gabi

  7. gaianer pisze:

    Mucio grazias :-). Wspaniale piszesz, Beata. Nie do pobicia :-).
    Dawno sie tak nie uhahałem 🙂
    Szkoda, że tak mało :-(..
    No, ale nie po to tam jesteś, żeby tracić czas na pisaninę..

  8. Asia S. pisze:

    Fantastyczna relacja! prosimy o wiecej!

  9. Nora pisze:

    Świetna relacja, bardzo obrazowa i pobudzająca wyobraźnię, aż czuć morską sól w ustach 🙂 polecam wstawienie niektórych informacji na międzynarodowy fotoblog http://www.lifebeyondtourism.com, gdzie jest też sporo inspiracji do dalszych podróży
    pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: