Kontrastowe Mexico City

Lokalny urząd pracyTeraz możemy z całą pewnością powiedzieć czym różni się centrum miasta latynoamerykańskiego, od takiego na przykład Wrocławia. W Europie centrum miast to najczęściej turystyczny deptak pełen eleganckich sklepów, banków i restauracji. Tutaj natomiast jest to w sumie wielki bazar. Urokliwe uliczki pełne są małych sklepików ze wszystkim (tylko nie z żywnością), handlarzy złotem, lewymi dokumentami, fakturami (fakturę na podkładkę proponowano mi kilka razy) no i oczywiście barów z różnego rodzaju meksykańskim żarciem. Wszystko to po dłuższym przyglądaniu się nie wygląda…hmm różnie i w sumie przestaliśmy się dziwić ochroniarzowi, który cały dzień stoi w drzwiach naszego hostelu (nas wpuszcza bez mrugnięcia, bo jesteśmy gringo). Choć urokliwe i pełne starych, kolonialnych kościołów, wyraźnie widać, że centrum przeznaczone jest głównie dla miejscowych i to raczej mniej zamożnych. Na przykład nie ma tu praktycznie bankomatów i za grosz kantorów (widocznie walutą nie handlują, przeciwnie do nas). Za to sklepików ze złotem, kolczykami, kosmetykami, płytami z muzyką w MP3 oraz butami – za trzęsienie.

Elegancka restauracja w San AngelW zrozumieniu tej różnicy pomogła nam Dorota (mieszka tutaj już ponad 20 lat, choć jest z Warszawy). Przy okazji bardzo dziękujemy Szymonowi i Pawłowi za skontaktowanie nas z Dorotą. Bez niej nasza przygoda w Mexico City byłaby mniej intensywna i mniej ciekawa. Razem zwiedzieliśmy San Angel, piękną willową dzielnicę kolonialną, historyczną restaurację-hacjendę, starą siedzibę Corteza oraz śliczne placyki z kościółkami w dzielnicy Coyoacan, muzeum Fridy Kahlo oraz oczywiście bazylikę Matki Boskiej z Guadelupe z ogromnym posągiem Jana Pawła II przy wejściu (przed bazyliką indianie tańczyli swoje tańce w rytm bębnów a wewnątrz ksiądz modlił się z pielgrzymami). Dorota objaśniła nam mnóstwo lokalnych zwyczajów i codzienności, które są inne niż u nas. Pokazała nam miejsca, do których pewnie byśmy nie dotarli. I była naszym bardzo serdecznym i cierpliwym przewodnikiem. Dziękujemy z całego serca!

Biznes na taczkach Mexico City jest pełne kontrastów. Są tu eleganckie domy, eleganccy panowie jeżdżący eleganckimi samochodami (w dużej mierze dużymi amerykańskimi SUV-ami), piękne restauracje, sklepy, ogrody, wspaniałe ZOO i naprawdę imponujące muzeum antropologiczne pokazujące wszystkie kultury prekolumbijskie. Ale jest też cała reszta: ogromne mnóstwo zwykłych ludzi jeżdżących lokalnymi, obdrapanymi autobusami i próbujących jakoś wiązać koniec z końcem. Kwitnie drobny i wspaniale niezorganizowany biznes. Ilość wszędobylskich straganików z różnymi rzeczami oraz pomysłów na zarabianie aż przytłacza. Moim idolem wczoraj był żongler w przebraniu klowna, który na czerwonym świetle stawiał przed kolumną aut dwumetrową drabinę, właził na nią, żonglował pokrzykując, składał drabinę i przechodził między samochodami zbierając datki do kapelusza. Wszystko w jednym cyklu świetlnym na dużym skrzyżowaniu. Niestety nie udało nam się zrobić zdjęcia. Drugie miejsce zajęła kobitka sprzedająca słodycze z taczek, w których też spało jej malutkie dziecko (obok).

Ludzie (a żyje ich tu prawie 20 milionów) są serdeczni, nie nachalni, uprzejmi. Nastraszeni przez liczne opowieści przed każdym wyjściem na miasto szykujemy się na konfrontację z bandytami i kieszonkowcami, jak Arnold Schwarzenegger w filmie Commando (scena przed atakiem na siedzibę El Presidente, gdzie więziona jest córka – wiecie o co chodzi). A tym czasem w metrze jest tłoczno, ale sympatycznie. Ludzie się uśmiechają, zaczepiają nas, zagadują. W końcu jesteśmy jedynymi gringo w całym wagonie. Na ulicy przewodnicy proponują wycieczki, a gdy usłyszą “Gracias” grzecznie pytają, czy można jakoś pomóc, wskazują drogę i uśmiechają się. Słowem: czujemy się tu dobrze, choć cały czas oczywiście jesteśmy czujni jak Winetou! 😉

Zapraszamy do galerii!

4 Responses to Kontrastowe Mexico City

  1. Asia S. pisze:

    Dziękuję za wspaniałe opisy!!! Dołączam się do klubu uzależnionych od Waszej strony. Zdjęcia piękne, wręcz artystyczne, jednak brakuje mi trochę Was na zdjęciach. Jeżeli do każdej galerii dorzucicie przynajmniej jedno Wasze, to fanom będzie miło. Bylibyście wręcz na wyciągnięcie ręki… Ach, ten Meksyk…

  2. aga pisze:

    jak ja wam zazdroszczę!!!! piszcie, piszcie, bo ludzie czekają na wasze relacje. no i czuwajcie, bo jak was obrobi jakiś uśmiechniety, to będzie głupio.

  3. Basia Widera pisze:

    No Błażej, proszę Cię! Przecież mówiliśmy, że w Meksyku ludzie są cudowni i nieprawdopodobnie przyjaźni a wszystkie głupie stereotypy o Meksykanach pochodzą z jeszcze głupszych amerykańskich filmów. Cieszę się, że zaczynacie to odczuwać. I im bardziej łacińska ta Ameryka tym będzie milej. A centrum Mexico City wcale nie daje wyobrażenia o centrum miasta latynoamerykańskiego. To jeszcze jeden stereotyp, którego szybko się pozbędziecie, już za moment, wystarczy jak dotrzecie nad Zatokę Meksykańską do Meridy czy nawet Campeche. Najpiękniejsze dopiero przed Wami. Ściskam z miłością (do Rodziny w podróży i do Meksyku) *)

  4. Dzięki Basiu. Będziemy chłonąć. Właśnie jutro zwiewamyz Mexico City, bo tu grypa panuje.

    Pozdrowienia…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: