Hi hi hi! Ale wąchasz. No, już, przestań, bo mnie wciągniesz, jak odkurzacz. Tu mam banana … tylko trochę niżej. Ciepło, ciepło … i już. Jesteś bardzo mądry!
Hej! Jesteśmy teraz przy takim jednym wodospadzie (Pann coś tam) i jeździliśmy na słoniach indyjskich. Super, nie? Weszliśmy z takiej drabinki do takiej ławeczki na grzbiecie słonia (na jednego słonia dwie osoby, więc ja z mamą na jednego, chłopaki na drugiego). Przed nami siadł… no… kierowca (nie jest to zbyt trafne określenie, ale nie mogę nic innego wymyślić). “Kierowca” gilgotał słonia za uszami, żeby szedł szybciej. Słonie były dość drobne, takie, że gdybym się porządnie wyciągnęła, mogłabym klepnąć je po grzbiecie. Jechaliśmy tylko dziesięć minut, ale za to były aż dwa przejścia przez rzekę. Kiedy do niej wchodziliśmy zdawało mi sie, że jadę roller-coasterem (roller-coaster to amerykańska kolejka wąskotorowa, której pasażerowie jadą w wózkach z zabójczą prędkością po torach, które to wznoszą się, to opadają – najszybszy roller-coaster osiąga prędkość 200 km/h i jedzie się nim 6 sekund). Weszliśmy w rzekę która chlupała pod stopami słonia, a on pił i pił, i pił, i pił… Aż się dziwię że nie pękł tak, jak smok wawelski.
Nie obwąchuj mnie tak, zaraz ci przyniosę banana.
Kiedy zeszliśmy na ziemię, tato przyniósł dwa banany (resztki naszego drugiego śniadania) i kupił jeszcze trzy kiście u pani obok i zaczęło się karmienie! Mówię wam, ale było śmiechu!
No, kochany słoniu, masz tu swój żółty przysmak.
Ha ha ha! Ale śmiesznie wyciąga trąbę – tak jakby nie chciał nic innego wyciągnąć. Taki słoń wyciąga do ciebie trąbę, a ty musisz wepchnąć mu banana w taki specjalny otwór wtedy olbrzym zagina trąbę i wkłada sobie przysmak do buzi. Nasze słonie nie miały kłów, wiec można było zobaczyć jak przeżuwają. Czasami obwąchiwały cię i wtedy aż słyszałeś jak oddychają. Czasami jakby chciały chwycić cię za nos i podnieść do góry, ale to były tylko żarty.
Słoń nazywał się Bak Ted, a słonica Bak An. Przy pożegnaniu słonie obwąchiwały nas, czy nie mamy dla nich jeszcze bananów. Pa, pa słonie! Na pewno będę was pamiętać. Już do końca rozumiem dlaczego Nel (z książki “W pustyni i w puszczy”) tak zachwycała się swoim słoniem. One są po prostu śliczne!
Na koniec jeszcze krótki komunikat: Jakby ktoś chciał wybrać się do Azji gorąco zachęcam do co najmniej tygodniowego wolontariatu ze słoniami. Po prostu się nimi opiekujesz i w ten sposób im pomagasz. Też mam zamiar to zrobić jak podrosnę. Naprawdę warto.
Mila Isiu:
Dzieki za ponowna relacje, chyba juz koncowa????? Te szczegoly sprawily to, ze odebralam to tak jakbym tam tez byla. Dzieki!
Po uporczywej, nawet groznej zimie bociany (a za nimy WY!) laduja w calej Polsce. U nas (poludniowa Wiginia, Stany Zjednoczone)juz pelnia wiosny, kwitna: ciemiernik wschodni, narcyze, forsycja,kamelie,oczar wirginijski, bratki, hiacynty i tulipany. Zycze pomyslnego powrotu!
XOXO ,,Ciocia” Gabi
Isiu! dotąd byłam przeciwnikiem wykorzystania słoni dla turystów. opisałaś swoją przygodę tak, że nie bedę się przez jakis czas czepiać. a ten wolontariat to niezła myśl.
Jestem z Ciebie dumna Isiaczku. Bardo fajnie opisałaś swoje wrażenia i czuje się,że przygoda ze słoniami-krótka bardzo ,ale na pewno zapamietasz ją długo. Wolontariat -tylko polecac wszystkim wrażliwym ludziom. Jeszcze parę lat i Ty też będziesz miała szansę coś zrobic dla tych pięknych zwierząt. Hi, hi, a to coś wielkie, okrągłe i płaskie na dole słupowatej nogi słonia to stopy? Chyba „stopnice” lub „stopyska” 🙂
Czesc Isia!!
Pisanie bardzo dobrze Ci wychodzi! Czekam na ksiazeczke z Twoimi opowiadaniami z podrozy jak juz wyladujecie w domu. 🙂
Sciaskam Ciebie i cala reszte!
Czyzby zmiana w programie?GH
O, widze, ze nie…..XOXO GH
Jakiś czas byłem na Ukrainie, wracam a tu niespodzianka. Po długich oczekiwaniach doczekałem się sympatycznego opisu. Bardzo podoba mi się „“Kierowca” gilgotał słonia za uszami,…”.
Pozdrawiam młodą pisarkę i pozostałą trójkę.