Atrakcji bez liku

Gejzer gotowy do wybuchu Już po kilku chwilach w Rotorua zorientowaliśmy się, że atrakcji jest taki wybór, że aż strach. No i niektóre są takie, że … aż strach. Nowozelandczycy mają wyobraźnię! Okolica znana jest z aktywności geotermicznej i wulkanicznej – są więc gejzery (niektóre startują jak w zegarku wzruszane kawałkiem mydła), błotne jeziorka wulkaniczne, kąpiele w termalnych źródłach lub w błotku, spa wszelkiego rodzaju, wioski pogrzebane pod pyłem wulkanicznym (wybuch był w 1886) i oczywiście tradycyjne pokazy tańców maoryskich. Ale są też zjazdy z górki na pazurki na wózkach (nazywa się to luge), loty helikopterem nad wulkanami (podobno można samemu sterować), wyścigi w dziwnych, jednoosobowych “kolejkach linowych” napędzanych pedałami (shweebing – jedyne miejsce na Ziemi, gdzie coś takiego istnieje), skoki na bungie, przejażdżka wielką motorówką przez grzmiący wodospad, skoki spadochronowe w tandemie (aby było ciekawiej to z małego akrobacyjnego samolotu), quady przez błoto, rafting przez wodospady i górskie strumienie, żużlowe motory do wynajęcia, spadanie trójkami w dziwnych śpiworkach na linie (swooping – też jakiś nowy wynalazek) oraz zorbing (czyli staczanie się ze zbocza w olbrzymiej gumowej kuli).

Tor do zorbingu Ponieważ miałem kiedyś przyjemność (prawdę mówiąc nieco wątpliwą, bo był środek lata i było diabelnie gorąco) znaleźć się w kuli do zorbingu i toczyć się po trawie, z pewnym zainteresowaniem przyjrzałem się co oferują w mieście, gdzie zorbing zdaje się wynaleziono. No więc nie tylko można dać się wsadzić do olbrzymiej, gumowej, przezroczystej kuli i dać stoczyć z górki na pazurki (pod górę jest zbudowany sprytny wyciąg dla kul), ale można też spróbować zjazdu zygzakiem (jest specjalny tor), zjazdu w parach lub trójkami oraz dwu specjalności zakładu: jazdy w uprzęży (Zorbit) oraz jazdy w kuli napełnionej sporą ilością zabarwionej na niebiesko wodą (Zydro) – w zimie ciepłą, a latem zimną. W pierwszym wypadku jest to bardziej kosmiczny rollercoaster, gdzie nie masz na nic wpływu, zaś w drugim – wrażenia są z połączenia zorbingu (możesz próbować sterować kulą) i jazdy rurą w aquaparku (czyli jesteś mokry). Fajnie, nie? 🙂 Nie dość, że jesteś zamknięty w kuli staczającej się ze zbocza i możliwości hamowania masz żadne, a sterowania niewielkie, to jeszcze możesz się podtopić. Jakoś mnie to nie przekonuje, choć może straciłem niezłą frajdę nie jadąc, co? 😉

Z jednej więc strony Nowozelandczycy mają tą nutkę szaleństwa, a z drugiej strony odgórnie pewien porządek bardziej chyba brytyjski jest. Sklepy zamykane są najczęściej koło 17-tej, na osiedlach obecne są patrole sąsiedzkie, istnieje telefon noise control służący do donoszenia na wyjące do księżyca pociechy sąsiadów, zaś w całej Nowej Zelandii tylko przez 2 dni w roku można kupić sztuczne ognie – na Guy Fawkes Day (5 listopada). Ustawowo! I to właśnie jest dziś i wczoraj. W TV reklamy, a w supermarkecie pudła z fajerwerkami. Pomyślałem oczywiście o sylwestrze i polskich zwyczajach puszczania ogni wszelakich. Niestety nie kupiliśmy nic, bo sylwestra spędzimy już w Australii, a zanim tam dolecimy będziemy znów musieli przejść przez węszących celników. Za to na efekty wystrzałowe pojechaliśmy do wybuchającego codziennie o 10:15 rano gejzera napędzanego mydłem.

Zapraszamy na zdjęcia z Rotorua i okolic.

8 Responses to Atrakcji bez liku

  1. Jola-mama pisze:

    Interesuje mnie jak ta gumowa kula hamuje na dole. Wybudowali jakiś betonowy mur i łups!? Czy też toczy się na przeciwległą górke i wraca do dolinki? A jakie atrakcje zaliczali młodsi członowie ekipy 4B? Zjęcia -jak zwykle-super. Pozdrowionka.

  2. Teresa pisze:

    Zamykanie sklepów tak wczesne mi by się nie podobało 😉 Natomiast patrole sąsiedzkie, czy noise control – to jest to! Na zdjęciach widać, że pogoda , a zwlaszcza zachmurzenie, przypomina trochę nasz ukochany kraj ojczysty.
    Odcień zieleni również. Przydałyby się nam takie źródła termalne, zwłaszcza teraz jak wiruchy grypy/ paragrypy buszują. Pozdrowienia z Wro pod pierwszym śniegiem, bleee 😉

  3. Lord Piotr pisze:

    Lordzie, informuje niezwykle uprzejmie , że Sauron zaatakował nas podstępnie … sniegiem. Świnia jedna, ale on prawie zawsze unikał otwartej walki, raz wyszedł i co … pozbył sie pierścienia i … paluszków…auuuuuuuuuułłłł.
    Lordzie, szykujemy kontrnatarcie…. zbieramy eliksiry … magiczne… brak tylko Lorda Błazeja Wielkiego Maga od eliksiru Paulaner i Piotra R…. Arcymaga od mieszanki eliksirów ;)….. Więc jestem zaniepokojony czy odeprzemy ten atak.
    Niemniej duch bojowy jest.
    Acha w Lothorien – zwanym teraz dla niepoznaki Mleczarnią pytają o …. Istarich ;). Podobno tylko Gandalf Szary i teraz nieco Smutny sie ostał ;).

    Więc reasumując: gotujemy /w tym i się ;)/ i przygotowujemy eliksiry, co niektórzy już zaczeli inwokacje i zaklęcia, o tyle jest to dziwne, że to zazwyczaj po…. eliksirach.
    Ale to pewnie z nadgorliwości wynika … 😉
    Ot masz, czarnoksięski los… 😦

    Trzymajcie się :).

  4. Ania Dziuba pisze:

    Noise control powiadacie … i co się dzieje po takim telefonie, przyjeżdża odpowiednia służba i pacyfikuje wyjącego dzieciaka? Jeśli tak to ja chyba zamówie do siebie 😀

    • Lord Piotr pisze:

      Dlaczega od razu pacyfikacja ??? Jakies okrucieństwo czyco….
      Wystarczy dwutygodniowa „śmigana” skarpetka… delikatnie na nosek… nie ma siły… padnie….
      Ma się rozumieć, że nie skarpetka… 😉

      • Ania Dziuba pisze:

        Sposób może i dobry, tylko gdzie zdobyć taką skarpetkę??? Każdy człowiek, próbujący ją osobiście „wyprodukować” sam padnie po 2 … 3 dniach. Poza tym nie załóżę swemu synowi na nosek brudnej skarpetki, lepiej niech przybywa z NZ ekipa pacyfikacyjna i walczy.
        Jest tylko jeden problem – nie udało mi się namówić sąsiada żeby na nas doniósł 😦 Będę chyba musiała sama wykonać anonimowy telefon 😀

        • Lord Piotr pisze:

          Luzik , prześle taką skarpetkę . WŁASNA, śmiganą ;). W hermetycznym pojemniku, kurierem. Od dziś zaczynam … smigać… Brudna to ona nie będzie, tylko będzie miała „ponad przecietne” własności .. usypiające… szkodniki ;).

  5. aga pisze:

    Fajne są te kule, gejzer na mydło też dobry patent- może kąpiel z pianą sobie fundniecie, czy to może raczej do wyparzania służy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: