Kącik łasucha – Arequipa

Jugo de rana Miało być o rocoto relleno, ale będzie o czymś zupełnie innym, co skłania trochę ku refleksji, czy ten akurat kącik łasucha nie powinien nazywać się trochę inaczej np. kącik kulinarnych szaleńców. 🙂 No, ale do rzeczy. Jakoś tak już pierwszego dnia będąc na targu w Arequipie (barwnym, gwarnym  i, co rzadkie, przestronnym i dość czystym) rzucił mi się oczy napis jugo de rana. Niestety to słówko wcześniej nie utkwiło mi w pamięci, a nazwa skojarzyła mi się ze sprzedawanym w Ekwadorze jugo de cana, czyli z sokiem z trzciny cukrowej – napojem popularnym, słodkim i niezbyt atrakcyjnym w porównaniu z boskimi sokami owocowymi sprzedawanymi na każdym rogu i w Peru i w Ekwadorze. Zignorowałam więc owo ogłoszenie smakując z lubością sok z guanabany z mlekiem (z dodatkiem soku z pomarańczy i mandarynek) – bananowogruszkowe cudo z nutką cytrusową. Siedząc jednak z Bernasińskim w Arequipie w pokoiku z Internetem i czytając rozmaite informacje na temat Peru natrafiłam na magiczny jugo de rana ponownie. I już wiedziałam, że niekoniecznie dla przyjemności, ale dla ciekawości i frajdy eksperymentowania spróbować by wypadało. Specyfik, jaki miałam testować należy do lokalnych i popularnych tu wynalazków medycyny, nie wiem, czy tradycyjnej, ludowej czy kreatywnej, ale podobno pomaga na pamięć, astmę, anemię i potencję :-). Zawiera dużo składników odżywczych: macę, algarrobinę (syrop z rośliny peruwiańskiej bogatej w białko), pyłek pszczeli, miód i jajko przepiórcze, a na życzenie może być przyrządzana wersja bardziej lub mniej skondensowana. Jest jeden problem. Decydując się na skosztowanie tego specyfiku, na własne oczy widzi się bezpośredni związek między swoimi decyzjami a uśmiercaniem istot żywych (polecamy nieprzekonanym do wegetarianizmu).

Nie ma co ukrywać tego dłużej. Jugo de rana to w tłumaczeniu bezpośrednim sok z żaby… Brzmi okropnie i okropne budzi skojarzenia, ale, żeby uprzedzić spekulacje, nie jest on uzyskiwany za pomocą wyciskania wierzgających żabek przez maszynkę do cytrusów. Choć w sumie proces i tak jest dość drastyczny. Mianowicie wyciągniętą ze stojącego na stoisku akwarium żywą żabkę pozbawia się (szybko) życia uderzając jej łebkiem kilka razy o kant stołu. Auuu! Z uśmierconej żabki zręcznym ruchem ściąga się skórkę – równie sprawnie i szybko jak skarpetkę z nogi – i resztę wrzuca się na kilka minut do wrzątku celem usunięcia wszystkich “nieczystości” (błagam, nie spekulujmy, na ile jest to skuteczne). Im bardziej skoncentrowana wersja soczku, tym więcej żabek idzie pod nóż. Standardowo dwie, a w wersji ekstra mocnej – nawet pięć. Następnie wrzuca się podgotowaną żabkę lub żabki w całości do blendera, w którym czekają już pozostałe składniki: miód, sporo sproszkowanej macy, algarrobina, pyłek pszczeli i jajo przepiórcze all inclusive czyli razem ze skorupką. Całość miksuje się przez chwilę i gotowe. Należy podkreślić, że miksuje się żabki w całości. Razem z kośćmi, głową, nóżkami i co tam jeszcze dana żabka ma. Za wyjątkiem skóry.

Żabki przed rzezią W czasie, gdy nasza pani pastwiła sie nad żabkami, ucinałam sobie pogawędkę z  panem, który przyszedł z plastikową półlitrową buteleczką w celu napełnienia jej soczkiem dwużabkowym. Zachwalał soczek pod niebiosa zarówno za jego walory smakowe jak i zdrowotne. Kiedy żabki zostały już ostatecznie zhomogenizowane i napój był gotowy czekała mnie trudna próba. Mając o pół metra od siebie wlepione w siebie z wyczekiwaniem oczy wielbiciela jugo de rana, musiałam dobrze zapanować nad mimiką twarzy, ostrożnie próbując tego smakołyku. Na szczęście nie było tak źle, jak się tego spodziewałam. Koktajl smakował jak kakao na wodzie, był ciepły, słodki i lekkocynamonowy, wyczuwało się tylko drobinki niezmielonych żabich kostek. Tylko przy dnie smakował nieco jeziorkiem ;-). Isia też spróbowała, ale siła wyrazu oczek przedstawicielek siedzących jeszcze w akwarium okazała się zbyt wielka i werdykt był negatywny – soczek niedobry!

Po południu, zachęceni stopniem ekstremalności doznań (a pod pretekstem zrobienia filmiku i zdjęć), na dwużabkowy soczek wybrali się Błażej z Bernasiem. Soczek im raczej smakował, chociaż po niektórych twarzach w trakcie snucia opowieści wciąż błąkał się wyraz lekkiego obrzydzenia. Podobno głównie z powodu konsystencji i niedomielonych kostek. Ciekawe, co by było, jakby wzięli soczek pięciożabkowy? 😉

Jedno jest pewne. Jugo de rana na pewno działa na pamięć. Nikt mi już nigdy nie będzie musiał przypominać, co znaczy rana po hiszpańsku. Efekt murowany. I jak tu nie wierzyć medycynie ludowej?

23 Responses to Kącik łasucha – Arequipa

  1. Aldek pisze:

    Ciekawość Twoja nie zna granic. Nic i nikt nie jest wstanie powstrzymać chęci przeżycia, nawet trochę ryzykownych przygód i w tym także kulinarnych.
    Pozdrawiam szaloną gromadkę

  2. Jola-mama pisze:

    No nie Beata, tego się po Tobie nie spodziewałam!Żabki skaczą, a za chwilę są mielone,uff. Taka wrażliwa na wszelkie żyjatka-myslałam,że po śwince morskiej, nie tkniesz już tego rodzaju regionalnych specjałów. No i faktycznie, ciekawosc babska nie zna granic. Eksperymentujcie dalej i to szybko ,bo w Stanach dzieci na pewno będa Was namawiac na wszechobecne fastfoody. Calusy dla całej czwóreczki

  3. Lord P pisze:

    Naaaaaaaaaaaaareszczie, jakiś hard-core, Wielki PLUS. Teraz pozostaje jeno ogon kijanki, smażony w gumie, w zalewie z ropy naftowej i jakiś drobiazg typu: ucho od śledzia w sosie niewiedomojakim :).

    PS
    W TYM USAAAAAAAAA, to sie zanudzicie, chociaż nie – żab, to ci u nich dostatek, a i może jakiś zbłakany, a naiwy pasikonik sie trafi…. na patelnie.
    Pozdrawiam i jak to było kiedyś: słuszny kierunek ma nasza partia, w tym przypadku partia 4B:).

    • Daj spokój lordzie. Smażone pasikoniki w jakimś chińskim sosie, podane z ryżem na obiad to jeszcze rozumiem, ale mielone żabki na zdrowie i potencję w ciepławym koktailu, to jednak inna liga. Gdyby nie obowiązek reporterski (dla was to, dla was drodzy czytelnicy), to chyba byśmy nie pili. I nie ze względu na (biedne?) żabki! Nie przeszkadza mi ich gotowanie. Jak już tu Bartek słusznie powiedział: skoro imon nie mają, to do gara! Nie było niesmaczne, bo było sporo miodu i innych dodatków, więc w sumie słodkawe. Tylko te kosteczki…

      Z koktaili na zdrowie wolę piwo. 😉

  4. Drodzy czytelnicy. Czy wrzucić filmik z żabką (bez cenzury)?

    • Ania Dziuba pisze:

      Nieeee … please, nie …

    • Lord P. pisze:

      Taaaaaaaaaaaaaak, chcemy bez cenzury, ale musi byc ikona, jak masz skoncozne 18 lat YER or NO;).
      I Bernaś ma racje z tymi imionami.
      A co kosteczki chrupały między zębami ???
      Browar to wiadomo, ale oni tam mają cienkusze.

      PS
      Ale SIE POSWIECACIE ;).

      „Szacun na kwadracie”, że też zacytuję, a nawet na sześcianie 😉

      • Proszę bardzo. Film z procedury robienia soku z żabki jest tu:

        Nie wklejam tu samego filmu, bo raz cenzura, a dwa jakość filmu słaba.

        Kto chce, to sobie proszę kliknie.

        Smacznego.

  5. beatan pisze:

    Czyli jednak jakiś taki niesmaczek (te kosteczki, o których wspomina Błażej). Rozumiem reporterski obowiązek, ale we czwórkę skazaliście na obdarcie ze skórek z 8 żabek. Kum, kum.
    Ja głosuję za filmikiem, ale z ostrzeżeniem, że bez cenzury (żebym się nie pomyliła i go przez przypadek nie włączyła) 😉

  6. Teresa pisze:

    Przeczytałam o soczku z żaby (przypomniał mi się przy okazji film „Sok z żuka” – ale to była fikcja …) rano , przy śniadaniu. Hmmmm, jakoś do tej pory jeszcze sie nie otrząsnęłam z wrażenia, taaaa 🙂
    Filmiku raczej zatem oglądać nie będę 😉
    A tak na koniec: ciekawe – Cejrowski w swoim „Boso przez świat” pokazywał rózne jedzonko tubylców , ale jakoś o Jugo de rana nie wspominał. Może mi umknęło.

  7. Szabelki pisze:

    A gdzieś na tym jakże ciekawym świecie jedzą mózg małpy jeszcze lekko żywej. Czy to miejsce nie jest na Waszej trasie? Tak sobie dozujecie atrakcje ale prawdziwe wyzwania czekają w Azji. Nam się nie udało ze zgniłym rekinem ale może Wam się uda. A znacie dowcip jak tato rekin uczył polować synka na ludzi? Ciekawe jak długo żabki poszczą przed tą karuzelą? Aż strach będzie wypić u Was drinka. Buziaki.

  8. Beata Kotełko pisze:

    Żabek ubiliśmy pośrednio cztery, bo były soczki dwa li i jedynie :-), jednak do listy ofiar poprzedniego roku należy dodać jakieś 50 kurczaków, 50 ryb różnego rodzaju, parę świnek no i może jednego królika (świnki i króliki bliższe nam ewolucyjnie i inteligentniejsze, więc zbrodnia jeszcze większa),które ubito na nasze wyraźne życzenie, zmielono w dużo większych mikserach i kotłach i zamieniono w parówki i serdelki i szyneczki razem z kosteczkami, skórą i nie wiadomo czym jeszcze ;-).

    Nie szkodzi, że nie na naszych oczach.

    😉

    • Aldek pisze:

      Czekałem na taką reakcję. Brawo Becia.
      Pozdrawiam

    • beatan pisze:

      No i pewnie kilka krówek do ogólnego rozrachunku trzeba by dodać.
      Za uśmiercenie 8 żabek przepraszam, jakoś tak wyliczyłam, że tych soków wypiliście po 1 na głowę 🙂
      Przyznaję się, to barbarzyństwo. Jakbym miała sama polować i ubijać, albo chociaż patrzeć, szybko bym na dietę marchewkowo-ziemniakową przeszła 🙂

  9. Ania Dziuba pisze:

    Cóż, co kraj to obyczaj … azjaci chętnie zmłócą zgniłą rybkę, ale podobnoż za żadne skarby nie tkną kiszonego ogórka lub twarożku, bo to FUJ zepsute. Ale poeksperymentować zawsze warto 🙂

  10. Gabi i Tom pisze:

    Mam nadzieje, ze na lotnisku w Miami nie czekal(a) na Was przedstawiciel(ka) grupy PETA (People for the Ethical Treatment of Animals)…….
    Co do ,,Fastfoodow” to jako antydote polecam pieczen,ser,owoce i warzywa od miejscowych ogrodnikow, sprzedawane na co-tygodniowych lokalnych targach prawie, ze w kazdym miescie i miasteczku. ,,Supermarkety”, ktore polecam to Whole Foods, Trader Joe’s i Fresh Market. W Whole Foods sa zawsze stoiska pelne polecanych przez nich produktow, jest tez darmowa kawa. Wszystko mozna skosztowac, a czasami nawet sie najesc. Frajda dla dzieci. Pozdrawiam Gabi
    Serdeczne zyczenia z okazji Waszej rocznicy, pamietam ze bylam we W-wiu z bratanica krotko przed Waszym slubem.

  11. HopFanka Szamanka pisze:

    Zapalmy świeczkę … za te wszystkie wypite żabki ;)! czy to jest jakiś specjalny rodzaj żabek czy takie zwykłe stawowe ? a filmik z obrzydzeniem lekkim obejrzę 🙂 i zaraz polecę tenże napój niektórym moim kolegom 🙂 ściskam

  12. Gabi i Tom pisze:

    Beatko: Twoja relacja „Mianowicie wyciągniętą ze stojącego na stoisku akwarium żywą żabkę pozbawia się (szybko) życia uderzając jej łebkiem kilka razy o kant stołu. Auuu! Z uśmierconej żabki zręcznym ruchem ściąga się skórkę – równie sprawnie i szybko jak skarpetkę z nogi –” przypomniala mi moja ,,przygode”. Bedac w Kyoto w Japonii zdecydowalam sie na tradycyjny obiad w restauracji obslugujacej tylko mieszkancow. Po przyjeciu przez Gejsze, zdjeciu butow, umyciu rak, zostalam podprowadzona do dlugiej lady/stolu gdzie ,,urzedowal’ glowny kucharz z pomocnikiem tzw. sous-chef(em),zastepca szefa kuchni. Nikt nie znal angielskiego, polskiego, rosyjskiego, czy tez niemieckiego, a ja niestey japonskiego…. Wybralam wiec to co polecal kucharz. Bylo duzo dan, jedna z nich sashimi…. wiec surowa ryba. Poniewaz w poblizu gdzie mieszkam, swoja siedzibe ma firma Canon, nie brakuje japonskich restauracji, tych z prawdziwego zdarzenia; wiec sashimi nie bylo mi obce. Surowy filet z bardzo swiezej ryby („Klasycznymi przyprawami do sashimi są wasabi, rzodkiew daikon, sos sojowy, cytrusowy sos ponzu.”) Sashimi jest przygotowywane ze świeżych ryb (często świeżo zabitych),tym razem na miejscu na oczach nie przygotowanego na to klienta tzn. mnie………Yaiks! Wiec…,,” wyciągniętą ze stojącego za lada/stolem akwarium żywą rybe pozbawia się (szybko) życia uderzając jej łebkiem kilka razy o kant stołu. Auuu! Z uśmierconej ryby zręcznym ruchem ściąga się skórkę – równie sprawnie i szybko jak skarpetkę z nogi….” Voila, po kilku sekundach artystycznie skomponowane sashimi z duma podane przez szefa kuchni….pycha! Przedstawiciele PETA (People for the Ethical Treatment of Animals), chociaz siedzibe swoja maja w Norfolku w Wirginii, kilka mil od Williamsburgu, na mnie nie czekali….

  13. Beata Kotełko pisze:

    Gabi, Ty miałaś gorzej, bo to niespodzianka była. 🙂

  14. ArthurDah pisze:

    Organiczny skład kremu składa Maxisize żelu smar z naturalnych składników: owoce felodendrona. winorośl jagody amerykanki wiecznie pomagają nasycać organizm w witaminy A, C i E. Witaminy A i E mają bezpośredni wpływ na układ rozrodczy ciała i witaminy B poprawia stan układu nerwowego, w tym szybkości transmisji impulsów nerwowych. niedźwiedziej żółci. W tradycyjnej medycynie pokrywa setki żółciowych stosowane do leczenia chorób, cukrzycy raka. Chińskich uzdrowicieli od dawna stosowane niedźwiedziej żółci w leczeniu prostaty, impotencji i bezpłodności u mężczyzn. Uważa się, że przy ekstrakcji niedźwiedziej żółci wypełnia organizmowi energii, poprawia kondycję wszystkich narządów i układów organizmu, a nawet korzystny wpływ na stan emocjonalny. Musk (jet) piżma. Brązowy galaretowaty płyn jest pobierany z gruczoł zlokalizowany w jamie brzusznej syberyjskiego jelenia – piżmowcowate. Jedno zwierzę daje nie więcej niż 10-20 g piżmo, więc dzisiaj jest uważany za najbardziej kosztownych produktów zwierzęcych. jet piżmo jelenia jest szeroko stosowany w medycynie orientalnej. Jednym z rezultatów jego użycia jest zwiększona siła: poprawę przepływu krwi do genitaliów, stanu naczyń i zwiększa produkcję testosteronu w organizmie. Broomrape syberyjskiego. W medycynie ludowej, ekstrakty broomrape jest stosowany w leczeniu impotencji seksualnej, a jako silny afrodyzjak. Główne składniki leku ma wpływ leczniczy na męskiego układu rozrodczego. Jak korzystać wzrost Maxisize męskości? Żel poślizgowy size Maxi obficie nakłada się na penisa w stanie polueregirovannom najlepiej – pół godziny przed stosunkiem seksualnym. Należy unikać stosowania kremu na głowie. Następnie członek chwytanie palcami u nasady i przytrzymaj przez 10-15 sekund, aż pełnię uczuć. traktowane także punkt wyżej – i tak do końca. Procedura trwa około 5 minut. Krem stosuje się 1-2 razy dziennie. zalecana dawka stosowania przez producenta wynosi 1 miesiąc. Następnie zrób miesięczną przerwę. Przeciwwskazania do stosowania Maxisize przyczyny śmietany podniecenia i obciążenie na układ sercowo-naczyniowy. Dlatego smarowania żel size Maxi jest przeciwwskazany do stosowania w następujących warunkach: Choroby narządów układu krążenia; tachykardia; nadciśnienie tętnicze; padaczka. Nie używaj kremu parami, jeśli partnerka jest w ciąży lub karmi piersią dziecko. Praktyka Maxisize mężczyzn odnotowano wzrost penisa zaraz po zastosowaniu kremu Jak również stabilną i długą erekcję. Z długotrwałego stosowania wielkości maści męskości zwiększa o kilka centymetrów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: