Hasta la vista, amigos

Quetzal “Hola, amigo! Chcecie płynąć do San Pedro de la Laguna? 30 quetzali!” powitał nas w Panjachel nad jeziorem Atitlan uśmiechnięty od ucha do ucha pośrednik. W zasadzie nad tym się zastanawialiśmy, ale z pomocy naganiaczy korzystać nie chcieliśmy, więc wolnym krokiem podążyliśmy w kierunku nabrzeża. Nasz znajomy dyskretnie nam towarzyszył zagadując i dopytując, posiedział z nami na murku nad jeziorem aż oznajmiliśmy, że zmieniliśmy zdanie i dzisiaj nigdzie nie jedziemy, co najwyżej jutro do Santiago Atitlan. Zupełnie niezniechęcony oznajmił, że zna kilka niedrogich hoteli w mieście, po czym pomaszerował za nami prowadząc konwersację w sposób umiejętny, acz irytujący. W jednym z rekomendowanych przez niego hoteli zaproponowano nam nocleg w ładnym pokoiku z łazienką i kablówką za jedyne 50 dolarów, łatwo się jednak domyśleć, że nie skorzystaliśmy – wybraliśmy inny hotelik o znacznie niższej cenie. Nasz amigo nie był szczęśliwy, ale wykazał się hartem ducha, bo nazajutrz rano wychodząc do sklepu po śniadanko zobaczyłam go cierpliwie czekającego 20m od naszego hoteliku. “Teraz do Santiago?” zapytał i dopiero moja kolejna odmowa sprawiła, że poszedł szukać szczęścia u innych turystów.

Ten dzień przyniósł kolejne obserwacje dotyczące ustalania cen w branży turystycznej w Gwatemali poczynione na podstawie rozmów z naganiaczami, obserwacji koloru banknotów wymienianych przez Gwatemalczyków (“Piątkę dał, no mówię Ci, że piątkę – taką fioletową!”) oraz rozmów z innymi turystami. Obserwacje tym bardziej ekscytujące, że ceny w większości przypadków podawane są tu ustnie i nie otrzymuje się żadnego pokwitowania wpłaconej kwoty, a ceny w związku z tym zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Ogólnie rzecz biorąc taryfę za przewóz na druga stronę jeziora można podzielić następująco (1 USD = na oko 8 quetzali):

  1. Pierwsza: dla  Gwatemalczyków (10 lub 15 quetzali za osobę, dzieci za darmo);
  2. Druga, tariffa americana: dla Amerykanów (co najmniej 30 quetzali za osobę);
  3. Trzecia: dla reszty świata (25 quetzali za osobę, dzieci po małym targowaniu 50%).

To w jakiej taryfie się znajdziesz uzależnione jest od używanego języka i drobnych sygnałów, które wysyłasz. Np. przewodnik w języku angielskim cenę podwyższa. Podróżowanie z dziećmi chyba też, bo jakimś sposobem te dwa fakty razem wskazują na narodowość amerykańską. Jako, że używamy takowych przewodników i spacerujemy z dzieciakami, usłyszeliśmy w Santiago naszego kolejnego amigo radośnie wrzeszczącego już z daleka do kapitana statku: “Americanooooos!” po czym trafiliśmy z automatu w taryfę drugą i tylko odrobina doświadczenia i uporu pozwoliła nam wynegocjować powrót do taryfy trzeciej.

Istnieje także przymierze pracowników informacji turystycznej, hoteli, kierowców minibusów i chickenbusów oraz tour operatorów, które pozwala prowadzić turystę za rękę w pożądanym kierunku za pomocą prostych sposobów:

  1. oferowanie podwiezienia pod określony hotel po długiej, wyczerpującej podróży (któżby się nie skusił…);
  2. twierdzenie, że nie istnieją inne połączenia od preferowanych, a samolot przecież taki drogi;
  3. twierdzenie, że rekomendowany hotel oferuje najlepsze pokoje za daną cenę, choć tak nie jest;
  4. twierdzenie, że opłaty za wjazd do parku należy wręczyć kierowcy, który ją uiści (za prowizją, o której nie wiesz);
  5. twierdzenie, że Gwatemalczycy płacą tyle samo, co turyści (akurat!);
  6. podawanie jako ceny wyjściowej w negocjacjach wysokości sześciokrotnej rzeczywistej wartości usługi lub towaru (ktoby pomyślał!);
  7. oferowanie cen bez podawania waluty (quetzale vs. USD).

Prowizje za turystów wymieniane są w wielu przypadkach od razu i bez specjalnych ceregieli. Na szczęście Gwatemala piękna, a ci mieszkańcy, którzy w branży turystycznej nie pracują, są w większości mili i pomocni, więc staramy się zostawiać nasze pieniądze w ich rękach, a naszych wątpliwych amigos odprawiać z kwitkiem. 🙂

2 Responses to Hasta la vista, amigos

  1. Jola-mama pisze:

    Brawo Beatko, Twoj hiszpanski na pewno wzbogaci się o bardzo praktyczne słownictwo i w następnych krajach hiszpańskojęzycznych będziesz już mogła ,myslę , odpowiednio traktowac tzw. naciągaczy, którzy są jak się okazuje na całym świecie.

  2. Ania Dziuba pisze:

    Hey, no nie bądźcie już całkiem tacy, dajcie czasem coś zarobić lokalnej inicjatywie gospodarczej 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: